wtorek, 19 maja 2015

Gdzie jestem, gdy mnie nie ma (na blogu)? ;) Codziennośc w stylu fit.

Troszkę mnie tu ostatnio mniej.. Intensywnie w pracy, dużo nadgodzin, każdy weekend od rana do wieczora studia. Dni zapełnione w stu procentach, niestety czasu na bloga nieco mniej.
Co u mnie?;)

Troszkę spokojniej u mnie jeśli chodzi o ćwiczenia. Bieganie, rower, rolki, próba pilatesu, wycieczki w góry, rozciąganie. Bez spiny, bez napiętych harmonogramów. Nie zawsze mam czas na ćwiczenia, ale jeśli mam chwilkę, to staram się ją wykorzystać, jak tylko mogę. Czasem jestem zmęczona i mam ochotę po pracy po prostu odpocząć. Wtedy odpoczywam, w końcu jutro też jest dzień. ;)

Kiedyś mi się wydawało, że napięty harmonogram ćwiczeń 6 dni w tygodniu to przepis na sukces, że choćbym była bardzo zmęczona, to trzeba wziąć się w garść i ćwiczyć. Ostatnio poluzowałam, do niczego się nie zmuszam. Ćwiczę co drugi dzień, choć różnie bywa. Zdrowo jem, ale bywają czasem dni w życiu kobiety, w których dałaby się zabić za czekoladę. W takie dni, jem kilka kostek, kosztem mniejszej kolacji. Świat się nie zawala, a ja mam swoje 5 sekund absolutnego szczęścia.. :D
Nie piję prawie wcale alkoholu, rzadko jem fast foody. Nie liczę obsesyjnie kalorii, rzadko się ważę i mierzę. Mój żołądek przestawił się na zdrowy tryb życia i jeśli uraczę go w przypływie słabości winem/colą/chipsami/hamburgerem etc., to na drugi dzień odczuwam skutki. Żołądek, wątroba albo cały organizm się buntują i zwijam się z bólu brzucha, mam mdłości, jakoś tak mi ciężko i źle. Wtedy stwierdzam, że nie warto, a organizm oddycha z ulgą. :)

Są różne dni w życiu człowieka, czasem ma się więcej czasu na dietę i ćwiczenia, czasem mniej. Dni większej motywacji przychodzą i odchodzą. Sinusoida życia i ćwiczeń. ;) 


Nie chcę przesadzać z ćwiczeniami, bo obawiam się sytuacji, gdy nie będę mogła poświęcić godziny dziennie na ćwiczenia. O ile ktoś nie jest fitnesską, trenerem personalnym, zawodowym sportowcem i nie zajmuje się aktywnością fizyczną w wymiarze ośmiu godzin dziennie, nie ma gwarancji, że zawsze będzie miał dostateczną ilość czasu na ćwiczenia. Która pracująca matka trójki dzieci ma tyle determinacji, żeby między pracą etatową, obowiązkami w domu, znaleźć siłę na dwugodzinny trening na siłowni? W swoim najlepszym okresie ćwiczyłam intensywnie 2 godziny dziennie, przez 6 dni w tygodniu. Co się dzieje, gdy człowiek 2 godziny dziennie zamienia na 2 godziny tygodniowo?
Jeśli nie zmniejsza ilości spożywanych kalorii, prawdopodobnie tyje. A przecież nie chcemy zamienić naszego starannie wypracowanego ciałka na tłuszczyk w niepotrzebnych miejscach. Sama obserwuję i śledzę wiele fit kobiet, które są dla mnie motywacją. Jednak zawsze największe wrażenie robią na mnie osoby, które nie zajmują się sportem z zawodu, a oprócz życia zawodowego i prywatnego znajdują determinację na aktywność sportową. Pracuje w biurze projektowym, razem ze mną swego czasu pracowała koleżanka, której dzień przebiegał w następujący sposób:
4.30 pobudka, sniadanie itd.
5:20 wyjazd do pracy
7:00 rozpoczęcie pracy
17:00 zakończenie pracy
18:30 dojazd na siłownię, trening
20:30 powrót do domu, a następnie obowiązki domowe i inne
Takie osoby podziwiam najbardziej. :)


Nie odradzam absolutnie nikomu intensywnych i częstych sesji ćwiczeniowych. Uważam jednak, że nie ma co przesadzać. Przebiegłaś wczoraj 10 km w szybkim tempie? Odpocznij dzisiaj, porozciągaj się, zregeneruj, a jutro wypoczęta pobiegnij 12 km.

Według mnie aktywność fizyczna powinna cieszyć. Nie powinna być obowiązkiem, nie powinno się do niej zmuszać, realizować za wszelką cenę zbyt ciężkiego dla siebie planu treningowego. Fit to styl życia, a nie przykry obowiązek. ;)

Absolutnie idealna sytuacja to taka, w której trening to element życia codziennego, jak spanie, jedzenie, oddychanie, gdy bez niego czujesz się nieswojo i czegoś Ci w życiu brakuje. 

Żeby nie było zbyt poważnie, na koniec zbiór kilku memów, mieszczących się w tematyce posta.:)





Pozdrawiam,
Ajwonkaa

poniedziałek, 4 maja 2015

Szpagacie albo Ty albo ja..! :D

Szpagacie spędzasz mi sen z powiek! Tak być nie może, więc wypowiadam Ci wojnę! ;) Koniec z marzeniem o szpagacie i biernością w dążeniu do osiągnięcia celu!

Podziwiam dziewczyny, które lubią się rozciągać.. Naprawdę! :) Lubię każdą aktywność, poza strechingiem, natomiast ćwiczenia rozciągające, to dla mnie katorga. Owszem, rozciągam się po ćwiczeniach, ale robię to z konieczności i zupełnie nie sprawia mi to przyjemności.. 

Źródło: google

Marzenie o szpagacie, drzemie od dłuższego czasu gdzieś tam głęboko w moim serduchu lub w głowie, czy gdzie tam znajdują się nasze marzenia. ;) Zazwyczaj mam na tyle determinacji, żeby zrealizować cele, które sobie postawię. Przy szpagacie jednak jestem bezsilna i słaba.

Dziś jednak stwierdziłam, że wcale nie chcę być słaba i skoro marzę, żeby zrobić szpagat, to biorę się do roboty i walczę! :) 

Znam wiele ćwiczeń na rozciąganie, ale wiem, że tym razem potrzebuję jakiegoś konkretnego planu. Zaczynam więc przeszukiwać Internet..

Szkoda, że nie ma konkretnego programu treningowego. Mamy ogrom filmików na brzuszek, boczki, uda, nogi, pośladki itd, ale o wiele mniej znajdziemy publikacji dla szpagatu. 

Podzielę się z Wami, tym co daje nam dobrodziejstwo Internetu.. :) 
  • Obrazki



  • Filmiki:





Więcej propozycji znajduje się również tutaj.

Wybieram pierwsze trzy filmiki i włączam je naprzemiennie do codziennego treningu! Nowy miesiąc, nowe szanse! 

Warto walczyć, choćby dla takich zdjęć: 





Nadejdzie dzień, w którym ja też będę miała takie zdjęcia, bo przecież CHCIEĆ TO MÓC! ;) 

Walczmy o swoje marzenia, realizujmy cele, rozwijajmy się i podejmujmy wyzwanie! ;) Kto, jak nie my? Kto jak nie Ty! Tak, właśnie Ty, możesz zrobić szpagat! :) Nie kręć głową z niedowierzaniem, odejdź od komputera, rozłóż matę, zrób rozgrzewkę, a następnie zacznij się rozciągać! Nie od jutra, od dziś, tu i teraz! ;) A za kilka tygodni, prześlij mi swoją fotkę, jak robisz szpagat! Skąd wiem, że go zrobisz? Mam absolutną pewność, że dasz czadu! ;))

Pozdrawiam serdecznie,
Ajwonkaa

niedziela, 19 kwietnia 2015

Mordercze Insanity ukończone! ;) Recenzja i efekty.

Insanity ukończone!!! Mordercze, intensywne, męczące INSANITY kontra JA - 1:0! ;)

Wreszcie nadszedł dzień, w którym mogę śmiało powiedzieć, że ukończyłam ten program. :) Dużo dumy, dużo szczęścia.. ;) Miło jest wytrwać..;) Trwało to więcej niż powinno, ale było przeplatane bieganiem oraz innymi treningami, chorobami i brakiem czasu, ale na szczęście się udało.

Jaka jest moja opinia o całym programie?

Zdecydowanie wolę drugą część programu. W pierwszej umierałam z nudów, w drugiej już dużo się dzieje. Ja chyba po prostu lubię, gdy często zmieniają się ćwiczenia, jedne po drugim. Wtedy nie mam czasu marudzić, ani patrzyć ile do końca, tylko muszę się skupić, żeby utrzymać tempo. ;) Pracowało całe ciałko, chociaż dużo było ćwiczeń na ręce - wszelakie odmiany pompek. A ręce owszem chciałam wzmocnić, ale bez przesady, wolałbym więcej ćwiczeń na brzuszek. ;) Oczywiście 3 minuty rozciągania z Shaunem, to zdecydowanie za mało i trzeba dołożyć strechingu.

Nie było łatwo ukończyć Insanity. Dużą cześć tego programu zrobiłam 'głową'. Najtrudniejsze były dla mnie pierwsze 4 tygodnie, przez monotonność ćwiczeń. Recovery week wcale nie był taki spokojny, po nim nastąpiły kolejne 4 tygodnie ćwiczeń, bardziej intensywnych i cięższych kondycyjnie, ale zdecydowanie ciekawszych, szybszych i niemonotonnych. Po pierwszej części miałam ochotę zrezygnować. Dużo kosztowało mnie kontynuowanie programu, stoczyłam ze sobą ciężką walkę, ale cieszę się, że nie zrezygnowałam, bo druga część Insanity jest świetna. :) Nie ma łatwo, bo ćwiczenia są naprawdę ciężkie, zakwasy nie ustępują. Ciało dostało duży wycisk w poniedziałek, a we wtorek dostanie jeszcze większy, w środę boli wszystko, w czwartek znikają zakwasy z poniedziałku, ale wciąż pamiętasz wtorek, w piątek myślisz, że umierasz, a w sobotę ledwo powłóczysz nogami, ale jesteś szczęśliwy, że dałeś radę i zakończyłeś kolejny tydzień i wiesz, że od poniedziałku znów będziesz walczyć. ;)
Insanity oprócz profitów w postaci wizualnych efektów, lepszych wymiarów i poprawy kondycji, kształtuje charakter uczy samodyscypliny, samozaparcia i wytrwałości. Absolutnie nie żałuję, że podjęłam wyzwanie, nie wiem, czy miałabym siłę podjąć je jeszcze raz i cieszę się, że już koniec. ;)

Linki do wcześniejszych postów o Insanity:
http://datewithfit.blogspot.com/2015/01/insanity-start-dzien-3.html
http://datewithfit.blogspot.com/2015/02/3-tydzien-insanity-robie-swoje-i-nie.html
http://datewithfit.blogspot.com/2015/03/4-tygodnie-insanity-zakonczone-efekty.html

Efekty?

Nie takie jak po focusie (link) - na początku zawsze są największe efekty.. :)

Ale zauważam kilka pozytywów:
- jędrne ciało, wszystko zbite, nic się nie trzęsie
- pojawiły się mięśnie - zwłaszcza na nogach i łydkach, troszkę na rękach, płaski brzuszek
- podniosła się pupa, nie mam problemów z cellulitem
- wymiary zostały, a ciało poprawia się wizualnie
- poprawa kondycji, szybkości i wytrzymałości

Tak wyglądał fit test przez całe Insanity:


Co do kondycji, to tak patrząc na poprzedni rok, kiedyś 20km na rolkach z prędkością 18km/h to było coś, wracałam padnięta - teraz mnie to nie męczy. Podobnie 40km na rowerze, przez górki, które kiedyś tak męczyły ze średnią prędkością 20km/h - już nie daje takiego wycisku. W takich drobnych sytuacjach zauważam poprawę kondycji, a to zawsze miło jak człowiek zauważa, że staje się sprawniejszy. ;) Do tego szybciej biegam..;)

Podsumowując, Insanity jak najbardziej na plus, dobrze działa na ciało i kondycję. Ale nie polecam dla początkujących, jest naprawdę ciężkie i początkujący mogą się zniechęcić. Ja myślałam, że po focusie T25 mam już jakąś formę i będzie mi łatwiej. Nie było łatwo..:) Jeśli chcesz podjąć wyzwanie i zmierzyć się ze sobą, ze swoją determinacją i kondycją, to próbuj śmiało! :) Satysfakcja po osiągnięciu celu gwarantowana, zarówno w wyglądzie ciała, jak i silnym charakterze.

Co dalej?

Teraz chce mi się czegoś spokojniejszego - może pilates albo joga i więcej biegania.. Muszę dać sąsiadom odpocząć od mojego tupania i dudnienia, wciąż się dziwię, że nie było skarg na moje skakanie..:D Chciałabym wysmuklić uda, bo dzięki bieganiu i Insanity, zrobiły się bardziej umięśnione i masywne. Mój cel to przede wszystkim smukłe i sprawne ciało, dlatego dołożę na pewno więcej strechingu. ;)

Na koniec piękne, dla mnie idealne ciałko, ku motywacji, bo do wakacji coraz bliżej. :)

Źródło: google
Pozdrawiam,
Ajwonkaa

środa, 15 kwietnia 2015

Nie zmuszaj się do ćwiczeń ;)

Ostatnio mam mniej zapału do ćwiczeń.. Piękna wiosna, ciepło, słonko świeci, ale niestety jakoś nie ma powera.. ;) Co robić? Zmusić się do ćwiczeń, czy odpuścić?

Jestem zdania, że lepiej odpuścić jeden, czy dwa dni, a jak trzeba to nawet tydzień, zatęsknić za ćwiczeniami i z ulgą do nich wrócić, zamiast się zmuszać i zniechęcać. ;)

Nie wiem jak u Was, ale u mnie są dni, w którym ćwiczę jak mały motorek - pobiegam, potem poćwiczę Insanity, poprawię abs-em, a na koniec solidne rozciąganie.. Dosłownie niespożyte pokłady energii.. A są takie dni, gdy jestem niewyspana, w pracy niezły młyn, wracam zmęczona i najchętniej wieczorem posiedziałabym, poczytałabym książkę albo zwyczajnie oglądnęła film.. i co robię? Oglądam ten film, nie spinam się, nie stresuję, trudno.. Regeneracja jest równie ważna, jak trening. Skoro mój organizm domaga się odpoczynku, widocznie go potrzebuje.. ;) 

Poza tym, jeśli powiesz sobie: 'nie musisz dziś ćwiczyć' i odpuścisz sobie troszeczkę, to nagle stwierdzisz: 'ale ja przecież chcę ćwiczyć!'. ;) I rozłożysz matę, albo zbierzesz się na siłownie. :)
Wiele z Was ma na pewno rozpisane ciężkie i intensywne plany treningowe, ominięcie dnia albo dwóch, może powodować obawę, że wszystko się posypie.. Nie posypie się, nie bój się, wrócisz do punktu wyjścia, z jeszcze większą werwą. ;)

Ostatnie dni są po prostu piękne..;) Cudna pogoda, promyki słońca na twarzy, jednak zgubiłam gdzieś motywację do biegania, mam nieco gorsze samopoczucie, być może łapie mnie przeziębienie, ale za to mam ogromną ochotę na spacer..i spaceruję dobre dwie godziny. Wracam do domu dotleniona i szczęśliwa, to nic, że opuściłam dziś trening, nadrobię! :) Do niczego się nie zmuszam. :) 

Źródło: google

Udowodniono, że u kobiet chęć do ćwiczeń jest uzależniona od fazy cyklu menstruacyjnego.. Przed okresem baaardzo ciężko zmusić się do ćwiczeń, dodatkowo ćwiczenia te bardziej męczą i ma się mniej siły.. Do tego wzmożony apetyt.. Niestety ani brak chęci do ćwiczeń, ani nieustanny wilczy głód nie pomagają w osiągnięciu idealnej sylwetki.. 

Natomiast po okresie, następuje koniec męczarni. Wraca motywacja i chęć do ćwiczeń, nawet siły jakoś więcej i kondycja lepsza..;) 

Nie ma co się zmuszać, zaufaj swojemu organizmowi, jeśli czujesz się słabiej, zgubiłaś motywację, nie masz na nic siły, odpocznij.. Wyśpij się, zregeneruj i zatęsknij za aktywnością! :) 

Stęskniona z radością i jeszcze większą werwą, wrócisz do ćwiczeń, a Twoje ciałko nic nie straci bez dwóch dni ćwiczeń. ;) 

Na koniec, garstka motywacji. ;) Wszystkie zdjęcia pochodzą z facebooka, z różnych motywujących portali. Mam ich na telefonie i komputerze pozapisywaną całą masę i niejednokrotnie służą mi pomocą, w gorsze dni. 






Pozdrawiam, 
Ajwonkaa

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Bez sportowego stanika ani rusz!

Wiele kobiet bagatelizuje sprawę stanika sportowego. O ile kobiety z większym biustem, które odczuwają dyskomfort podczas ćwiczeń w zwykłym biustonoszu, często sięgają po sportowy odpowiednik, o tyle kobietom ze średnim i mniejszym biustem często zdarza się o tym zapominać.

Tymczasem sportowy staniczek jest obowiązkowy podczas ćwiczeń dla każdej kobiety, bez względu na rozmiar biustu. Rozmiar ma jedynie znaczenie przy doborze modelu stanika sportowego.

Co się dzieje z naszym biustem podczas ćwiczeń?



Biust podczas ćwiczeń ulega obciążeniom. Podczas ruchu, który powoduje przeciążenia, rozciąga się tkanka łączna z której zbudowane są piersi. Jaki jest efekt? Piersi tracą elastyczność, jędrność, a nawet mogą zmienić kształt. A co gorsza.. raz rozciągnięta tkanka łączna nie powróci do stanu początkowego. Zmiany, które nastąpiły w biuście, będą nieodwracalne..

A przecież ćwiczymy po to, żeby ciało było jędrne i piękne, nie chcemy w gratisie otrzymać obwisłego biustu.. ;)

W zależności od rodzaju wykonywanych ćwiczeń, piersi poruszają się w górę i w dół z mniejszą i większą intensywnością.. Według badań, podczas biegu, przy każdym kroku piersi podnoszą się około 9 cm, co przy 1 km biegu daje 84m!!! Podczas 5-kilometrowego biegu nasze piersi unoszą się łącznie na 420m, czyli niecałe 0,5 km..!

Naturalne podtrzymanie piersi nie jest super mocne. Za kształt piersi nie są odpowiedzialne mieśnie klatki piersiowej, piersi nie są umięśnione. Za wygląd biustu odpowiadają więzadła Coopera. Poddane są one ciągłemu naciąganiu, a nadmierne przeciążenia mogą skutkować trwałymi zniekształceniami i obwisaniem piersi!

Zadbaj o swój piękny biust i zacznij używać porządnego sportowego stanika. I nie mówię to o sportowych topach, które są ładne, miękkie i nic poza tym.. Mówię o dobrze trzymającym i likwidującym obciążenia staniku. Dobry sportowy biustonosz powinien unieruchomić piersi, dzięki niemu piersi nie będą podskakiwać, naciągać się i boleć.

Praktycznie podczas każdej aktywności fizycznej powinno się mieć na sobie sportowy biustonosz. Tak samo jak ważne jest to podczas biegania, tak istotne jest podczas jazdy na rowerze, ćwiczeń na siłowni, na zajęciach fitness, a nawet podczas wędrówki.

A jeśli dalej nie wierzysz, obejrzyj filmik..


Shock absorber przez ulfablabla

Zainwestuj w dobry, sportowy stanik, a Twoje piersi Ci podziękują! :)

Pozdrawiam,
Ajwonkaa